Druga strona medalu …

Druga strona medalu …
5 (100%) 1 vote

Internet..

Wszyscy wiemy, że to globalna wioska, w której każdy znajdzie coś dla siebie.
Jak ogromny supermarket – podzielony na działy, segmenty z posegregowanymi tematycznie produktami.

Jedni szukają w nim informacji ze świata, lub robią zakupy, zaś inni spędzają wolny czas
grając w gry lub szukając nowych znajomości.

Kto szuka ten znajduje…

W internecie wszystko wygląda pięknie i kolorowo. Niemalże wszystko jest tym – czego akurat potrzebujemy.

Widzimy nową kanapę w migającej reklamie i już szukamy odpowiedniej dla siebie,”bo pasowałaby do salonu”.

Reklama nowej pralki, też wygląda kusząco,”bo przecież nasza już ma kilka lat”.
Egzotyczne wakacje przyciągają naszą uwagę jak magnes,”bo dawno nigdzie nie byliśmy”.

Piękne zasłony, ciuchy, kosmetyki – wszystko czego potrzebujemy widzimy co chwilę na stronach internetowych.

Nawet jeśli chwilowo nie możemy sobie pozwolić na zakupy – warto przecież popatrzeć „na zapas”.

Uwielbiamy szukać, planować co kupimy i jak będzie wyglądało. Takim sposobem meblujemy w głowie – salon i sypialnię „dokupując” po drodze jeszcze nowy płaszcz, parę szpilek i ciepły sweter : „bo zima”.

Zmęczeni po wyczerpującym zakupowym szaleństwie, znudzeni życiem i pracą, często samotni do granic wytrzymałości – szukamy też rozmowy. Wertujemy niezliczone strony internetowe, zakładamy konta w portalach społecznościowych.

Korzystając z dobrodziejstwa anonimowości w sieci – szukamy nowych doznań. Zwykłych przyjaźni, rozmów do rana lub flirtu.

Mówi się, że każdy kij ma dwa końce.

Podobnie jest też z Internetem.

Całe jego piękno, nieograniczone możliwości i pozorna wolność, którą nam daje – to tylko piękne opakowanie.

Pozory anonimowości potęgują przekonanie, że w Internecie możemy wszystko.
Możemy wszystko napisać, bo przecież „nikt nie wie”, że ja to ja.

Możemy wstawić swoje półnagie zdjęcia, bo myślimy, że nikt nas nie rozpozna.

Takim sposobem otwiera się przed nami brama do piekła.

Do naszego prywatnego piekła, które urządzamy sobie wedle uznania.

Jedni tylko i aż niemoralnie rozmawiają – inni bardziej odważni lub zdesperowani decydują się oddawać lub sprzedawać swoją godność i prywatność – oferując swoje ciało w formie zdjęć, nagrań czy rozmów video.

To co dziś dzieje się w czeluściach internetu jest dla wielu ludzi wiadome, oczywiste i
powrzechnie znane. Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę jak wygląda ta druga strona medalu.

Nie wszyscy potrafimy sobie wyobrazić, że siedząca przed nami bliska osoba, którą kochamy lubimy i szanujemy – pod osłoną nocy, w poczuciu samotności czy w akcie desperacji szuka wątpliwych doznań w internecie. Patrząc na bliską, znaną czy kochaną osobę – w taki sposób się po prostu nie myśli.

Rzadko kiedy zdajemy sobie sprawę, że nasza ukochana nastoletnia córka przeistacza
się w demona seksu – gdy my idziemy spać. Patrzymy na męża, który robi dzieciom śniadanie i odwozi nas do pracy – nasza czujność jest uśpiona. Ten sam kochający mąż kupuje nagie zdjęcia dziewcząt w wieku własnej córki.

Również ta sama wspaniała żona – szuka ukojenia dla małżeńskich niepowodzeń, gdy tylko mąż mocno zaśnie. Nasze małe dzieci, nastoletnie ale wciąż tak młode i niewinne, że nie przychodzi nam do głowy taki kiepski scenariusz.

Nie trzeba wnikliwych badań ani wieloletnich analiz, wystarczy przyjrzeć się uważniej życiu, które otacza nas w Internecie. Już z dość pobieżnych obserwacji wynika, że co piąta osoba skłonna jest do dwuznacznych rozmów, przesyłania swoich zdjęć czy nawet spotkań określanych mianem seks – randki.

Co piąta osoba, która daje jasny sygnał, że szuka czegokolwiek poza rozmową.
Jednak to tylko ci, którzy się przyznali otwarcie.

Prawda bywa okrutna…

Obserwując zachowania ludzi w internecie można śmiało powiedzieć, że dziś już mało kto szuka zdrowego kontaktu z innymi ludźmi. Podstawowym wymaganiem do rozmowy bywa wysłanie zdjęć(często półnagich),rozmowa z kamerą, ktora umożliwia rozmówcy ocenę naszego wyglądu, lub podanie numeru telefonu czy wręcz osobiste spotkanie.

Pod tymi wszystkimi z pozoru niewinnymi oczekiwaniami rozmówcy – kryją się najczęściej podwójne standardy. Jeśli nie spełniamy oczekiwań danej osoby – rozmowa nie trwa dłużej niż kilka minut.

Każda jedna osoba poznana w internecie jest czyimś mężem, ojcem, synem. Każda kobieta jest matką, żoną czy córką.

Wszyscy, których poznajemy wiodą jakieś realne życie, spełniają swoje role społeczne i rodzinne.

Warto mieć to na uwadze przy ocenie zawartości rozmowy z wybranym człowiekiem.

Dokąd sięga moralność?

W biegu życia zbyt rzadko zadajemy sobie to pytanie.

Dziś każdy za czymś goni, każdy przed czymś ucieka.

Rozwiązujemy problemy na miliony sposobów, ale wciąż powszechnym i prostym – jest ucieczka.

Ucieka się w internetowy świat – od problemów w domu czy w pracy. Od kłopotów w szkole lub z poczucia odrzucenia.

Szuka się pocieszenia, otarcia łez lub dobrego słowa. Przesuwając granicę własnych potrzeb – dalej i dalej.

„Im dalej w las tym więcej drzew”- sprawdza się i tym razem.

Z czasem przestają wystarczać lakoniczne rozmowy prowadzone pisemnie w ukryciu, przesuwa się granica naszych chęci i naszych zasad moralnych. Niejednokrotnie by zainteresować sobą rozmówcę – zgadzamy się wysłać to zdjęcie twarzy czy sylwetki.

Zgadzamy się podać numer telefonu, czy inny komunikator, który umożliwi rozmowę głosową. Tłumaczymy sami sobie, że świat się nie kończy i teraz „wszyscy tak robią”.

Ulegając naciskom nowego rozmówcy poszerzamy granice zdrowego rozsądku. Okłamujemy partnerkę, męża i kogo się da.

W zamian pozwalamy zupełnie obcemu człowiekowi wchodzić w nasze życie – mniej lub więcej, ale to wciąż obcy człowiek. Wciąż nieznana osoba, która Bóg wie co zrobi z naszym zdjęciem czy numerem telefonu.

Zaślepieni często powierzchowną, zadowalającą nas oceną dajemy się omamić pięknym słowom. Otwieramy drzwi do swego świata tym szerzej – im bardziej czujemy się akceptowani po drugiej stronie.

Wystarczą dobre, ciepłe słowa, odpowiednie komplementy rzucone mimowolnie i już czujemy się bardziej wartościowi.

Zaczynamy podejrzewać, że to nawet wielki zaszczyt rozmawiać z kimś kto „zauważył” w nas tyle dobrego.

Takim prostym kluczem można otworzyć najbardziej skrytego człowieka, który chroni swoją prywatność, który nie udziela zbyt wielu informacji o sobie i swoim życiu.

Takim sposobem można wyciągnąć sporo cennych informacji, ale też pokierować czyimś postępowaniem.

Zbyt często ulegamy niegroźnym sugestiom, aluzjom, czy nawet żartobliwym prowokacjom, od których wszystko się zaczyna. Zbyt często przesuwamy dopuszczalne granice moralne.

Dzieje się tak – nawet nie dlatego, że sami tego chcemy świadomie.

Częściej to drugi człowiek, do którego podchodzimy nawet wirtualnie widzi i wykorzystuje nasze słabości, problemy czy zwyczajne poczucie niedowartościowania. Tak słabi, zbyt ufni, nieświadomi i bezbronni – szybko padamy ofiarą prostych manipulacji.

Nie trzeba zatem geniuszu by odkryć jak ścisłą zależność tworzy nasze poczucie wartości – z tym jakimi ludźmi jesteśmy również w Internecie. Wypada dodać, że jeśli chcemy coś na świecie zmienić – musimy zacząć od siebie.

Komentarze:

Dodaj komentarz